Mistrz Wincenty Kadłubek i zagadka smoka wawelskiego

 

 

Powszechnie mówi się, że od najdawniejszych czasów wawelska bajeczna historia z Krakiem dotyczyła smoka, lecz to nieprawda. Mistrz Wincenty Kadłubek – twórca pierwszej przekazanej w wersji pisemnej historii o wawelskiej bestii – nie pisał o smoku, lecz o potworze. Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, późniejszy zakonnik w klasztorze cysterskim w Jędrzejowie, napisał na przełomie XII i XIII wieku słynną Kronikę polską (Chronica Polonorum). Dzieło to, ze wszech miar ciekawe, będące drugą po dziele Galla Anonima kroniką naszego narodu, zawiera wiele motywów będących wytworem fantazji. Wśród nich jest zapis mówiący o historii Grakcha (postać ta później otrzymała miano Kraka lub Krakusa), który z udziałem swoich dwóch synów przyczynił się do pokonania podwawelskiej bestii. W jego kronice można przeczytać: „Był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich”.

Władca Grakch nie mógł znieść tego potwora i postanowił go zgładzić, ale to zadanie zlecił dwóm swoim synom. Ci wpadli na pomysł, aby podstępnie otruć bestię, dając jej do zjedzenia płonącą siarkę zapakowaną w skórę bydlęcia. Potwór nic nie przeczuwał, zjadł i udusił się od buchających we wnętrznościach płomieni.

Jak głosi dalej to podanie, na ścierwo potwora zleciały się kruki i to od ich krakania wywodzi się nazwa Kraków.

Wincenty Kadłubek nic nie wspominał o żadnym smoku, lecz pisał o potworze, którego w tekście oryginalnym, czyli łacińskim, nazywa olophagiem.

To słowo jest jednak sztucznym tworem językowym wtrąconym do łacińskiego tekstu. Jest połączeniem dwóch słów greckiego pochodzenia, które dają się przetłumaczyć jako pożerający w całości, czyli całożerca. Kadłubek użył tego słowa tylko w odniesieniu do podwawelskiego potwora i nigdzie indziej, chociaż słowo smok (łac. draco) było mu znane.

W swojej kronice użył słowa draco aż dwa razy: w odniesieniu do Bolesława Krzywoustego oraz cesarza Fryderyka Barbarossy. Można posądzać Wincentego Kadłubka o dążenie do zwiększenia literackiej ekspresji, ale też o chęć użycia tego jemu tylko znanego słowa do nazwania potwora inaczej. Taki stan rzeczy zapewne sugeruje, że był to potwór niekoniecznie smoczego pochodzenia, inaczej autor napisałby po prostu draco – smok. Wincenty Kadłubek, jak sam podkreślił, nie wymyślił historii o podwawelskiej bestii, lecz ją usłyszał, czyli dowiedział się o niej z innych źródeł. Dlatego nie można go traktować jako twórcy fantazyjnej opowieści, lecz jako osobę, która tylko przekazała dalej znaną w Krakowie historię.

Istnieje pewien precedens, który wskazuje na motyw walki bohatera z potworem, który nie był smokiem. Był nim na przykład mitologiczny Minotaur, którego pokonał Tezeusz.

W średniowiecznej Europie, a w tym i w naszym kraju, znana była historia zabicia przez Beowulfa potwora Grendala (jednakże po jego zabiciu bohater ten walczył później też ze smokiem). O jego czynach czytamy w epickim utworze z X wieku, pochodzącym z kręgu literatury anglosaskiej, pod tytułem Beowulf – jest to przykład istnienia w kulturze europejskiej motywu pokonania potwora, który nie był smokiem.

Zapewne Kadłubek celowo pisał o potworze, a nie smoku. Chodziło być może o jakieś symboliczne przedstawienie tej istoty w religijnym rozumieniu, a mianowicie jako pożerającego ludzi szatańskiego strażnika piekieł.

Niektóre średniowieczne wizerunki piekieł w sztuce sakralnej pokazują paszczę potwora pożerającą w całości ludzi. Dotyczyło to piekielnego potwora, a nie smoka.

Być może chodziło Wincentemu Kadłubkowi o Lewiatana lub Behemota – szatańskie postacie związane z wyobrażeniem piekła. Sztuka średniowieczna z połowy i końca XII wieku, a więc z czasów za życia Kadłubka, wydała wiele dzieł przedstawiających potwora Lewiatana jako piekielną istotę. Istnieje wiele przykładów pokazujących pożerającego potwora, ale niekoniecznie smoka! Chociażby w katedrze Saint-Lazare w Autun (Francja) spotykamy się z wizerunkiem paszczy pożerającego potwora jako Lewiatana (przykładowo kapitel w przedsionku zachodniego portalu, rzeźba z lat 1130-1145). Znanym dziełem jest Schwytanie Lewiatana, scena z Hortus deliciarum, Herrady von Landsberg, z drugiej połowy XII wieku. Z roku 1125 pochodzi Liber Floridus Lamberti Canonici – tekst teologiczny z ilustracjami, w którym zamieszczono wizerunek Antychrysta jadącego na Lewiatanie, co wskazuje na eschatologiczne traktowanie tego potwora związane z ideą czasu ostatecznego.

Kadłubek pod wpływem apokaliptycznych wizji Antychrysta, Lewiatana i piekieł użył słowa całożerca dla przedstawienia tej wawelskiej historii.

Choć dotyczy ona czasów przedchrześcijańskich, obrazuje w sposób alegoryczny uniwersalną ideę, a mianowicie pokonanie szatańskiego potwora – centrum zła. W sumie sugeruje to, że początki polskiej historii dotyczyły ważnych spraw – tu, na polskiej ziemi pokonano siły piekielne.

Może to wydawać się czystą spekulacją, jak wiele teorii odnoszących się do odległych czasów, ale podkreślić należy, że Wincenty Kadłubek był człowiekiem Kościoła, jego dostojnym duchownym i musiał siłą rzeczy znać

wiele zagadnień z teologii, Biblii i religijnych wizji świata. Bliższe rzeczywistości historycznej wydaje się wytłumaczenie motywu wawelskiej bestii w ramach kategorii religijnych niż świeckich. Dzieło swojego życia napisał on w ciszy klasztoru cysterskiego w Jędrzejowie – jako pokutujący mnich.

W wawelskiej historii z pokonaniem bestii nie należy doszukiwać się wyłącznie

alegorii władcy polskiego w jego świeckim wymiarze, który pokonał potwora szkodzącego poddanym. W tej historii zapewne chodziło o religijny aspekt dziejów świata na wzór biblijny. Przede wszystkim Biblia, Schwytanie Lewiatana, rep. na podstawie Hortus Deliciarum z 1180 r. a nie wyłącznie antyczna literatura, kształtowała umysłowość człowieka z kręgu Kościoła. To, że historia z pokonaniem potwora wawelskiego może mieć związek z literaturą poświęconą antycznym bohaterom, nie oznacza, że owa analogia była inspiracją. Przyjęto, że to literacki utwór Romans o Aleksandrze (inaczej Historia Aleksandra Wielkiego króla Macedońskiego o walkach) stał się źródłem, które zainspirowało do stworzenia motywu pokonania wawelskiej bestii, a utwór ten znany był w Polsce już w XIII wieku.

Równie dobrze można na podobnej zasadzie powiedzieć, że to dawna hebrajska historia z prorokiem Danielem pokonującym smoka stała się inspiracją dla autorów podejmujących wszelkie późniejsze smokobójcze tematy w literaturze. Mistrz Wincenty Kadłubek, raz jeszcze podkreślmy, to człowiek religijny, to biskup i pokutujący mnich przesiąknięty średniowiecznymi wartościami teologicznymi, u podstaw których leżała wizja pokonania zła jako sens istnienia świata, a nie wizja świeckiego władcy, który dla dobra społecznego pokonał szkodzącego ludziom potwora.

Być może Wincenty Kadłubek specjalnie nazwał potwora olophagiem, aby podkreślić szczególny aspekt wydarzenia, jakim było jego pokonanie, ważniejszego niż jakiekolwiek literackie smokobójcze historie, łącznie z ulubionym przez średniowiecznych rycerzy smokobójcą Aleksandrem Wielkim.

Oczywiście istnieje zbieżność dotycząca sposobu zabicia potwora. W dziele o Aleksandrze Wielkim, w jego znanych nam wersjach, jest też mowa o podstępie. Syryjska wersja tego utworu, pochodząca z VII wieku, mówi o podstępnym zabiciu smoka przez podrzucenie mu trucizny zapakowanej w skóry wołów, złożonej z gipsu, smoły, ołowiu i siarki. Na koniec dobito smoka, wrzucając mu do paszczy rozgrzane spiżowe kule.

Inna wersja Romansu o Aleksandrze, zwana koptyjską i pochodząca z około X–XI wieku, mówi o podobnym sposobie zgładzenia smoka, ale trutka składała się ze smoły, siarki, specjalnej trucizny oraz żelaznych haków, a dobito go rozpalonymi kamieniami. Podobną historię opisuje słynny perski poemat Księga królów Firdousiego, prawdopodobnie z 1011 roku.

Wincenty Kadłubek, ilustracja na podstawie grafiki z poł. XIX w. Tutaj skóry nasycono trucizną i naftą, a dobito smoka strzałami z łuków.

Wokół wawelskiego dramatu z potworem narosło wiele teorii i hipotez. Ostatnio sugerowano, że ujmując temat z celtyckiego punktu widzenia, historia przedstawia się inaczej. To Krak był czarnym charakterem, a Smok władcą celtyckiego grodu i został przez niego pokonany.

Podobną spekulacją jest pewna teoria z początku XX wieku, mówiąca, że łodzie skandynawskich wojowników miały dekoracje przedstawiające smoki, a owi wojownicy czynili szkody w okolicach Wawelu i tam mieli swoje gniazdo. Dlatego ich smoki na łodziach skojarzono z niszczeniem. Pokonanie owych wojowników połączono z ideą pokonania smoka; przywódcę ich bowiem nazywano Smokiem i jego to pokonał Krak.

Wracając do źródeł historycznych, zauważamy, że jednak istniał religijny aspekt wawelskich wydarzeń. Chociaż dotyczył on pogańskiego władcy, miał swoją biblijną argumentację. Otóż w Kronice Dzierzwy (Mierzwy), pochodzącej z początku XIV wieku, powtórzono wersję Wincentego Kadłubka oraz dodano, że to zdarzenie ma odniesienie do zabicia smoka przez proroka Daniela. Przypomnijmy, że ów prorok pokonał smoka dzięki podstępnemu podaniu mu trutki: „Wziął tedy Daniel smoły, łoju i sierści, ugotował to razem, zrobił ciasto i dał w paszczę smoka. Smok, zjadłszy, rozpękł się” (Dn 14, 25). Autor Kroniki Dzierzwy wskazał na biblijne pochodzenie wawelskich wydarzeń, a nie na ich świecki wymiar, co potwierdza religijną intencję Wincentego Kadłubka w interpretowaniu wawelskiego dramatu. Księga Daniela była, obok Apokalipsy, najbardziej znaną biblijną księgą w średniowieczu, gdyż dotyczy ona proroctw odnoszących się do spraw ostatecznych, a owa epoka była takimi treściami głęboko przesiąknięta. W takim klimacie, w przekonaniu o końcu świata, żył Kadłubek – człowiek religijny, bogobojny – czczony przez Kościół. Dlatego bliższe prawdy jest interpretowanie historii o zwycięstwie nad potworem w duchu religijnym, ukształtowanym przez Biblię, którą uważano za jedyne wiarygodne źródło wiedzy o początku i końcu świata, o jego sensie i kształcie, o boskim planie i sposobach pokonania zła.

 

/Niniejszy artykuł pochodzi z książki:

Marek Sikorski,

Na tropach smoka wawelskiego.

Rozwiązanie historycznej zagadki,

Wydanictwo Sativa Studio 2016 /

 

 

Na temat autora zob.:

www.marek-sikorski-autor.blog.pl